*/ .recentcomments a{display:inline !important;padding:0 !important;margin:0 !important;}

Nowe autocasco w Generali

Towarzystwo ubezpieczeniowe Generali poszerzyło swoją ofertę o nową polisę autocasco, któremu podlegać mogą zarówno pojazdy mechaniczne jak i naczepy oraz przyczepy, łącznie z bagażami osób poruszających się nimi oraz dodatkowym wyposażeniem. Zakres ochrony ubezpieczeniowej należy do kategorii „all risk” czyli najszerszej z istniejących. Oznacza to, że obejmuje ona wszystkie ryzyka za wyjątkiem tych sytuacji, które znajdują się na liście wyłączeń. W podstawowym zakresie ochrony nowe autocasco chroni również do kwoty 1 tys. zł wyposażenie dodatkowe samochodu. Innymi słowy jeśli ta kwota jest dla kierowcy wystarczająca nie musi płacić dodatkowej składki z tego tytułu.

Ubezpieczenia AC

Odnowione ubezpieczenie AC nie zawiera również franszyzy integralnej, która polega na ustaleniu granicy wartości szkody poniżej, której ubezpieczyciel nie ponosi za nią odpowiedzialności. Tak więc umożliwia to likwidowanie w ramach AC również małych szkód.
Jak więc widać sama opcja standardowa jest bogatsza niż w przypadku polis autocasco u wielu innych ubezpieczycieli. Ale to nie wszystko dochodzą bowiem jeszcze opcje dodatkowe, które klient może posiadać za dodatkową składką.
Pierwszą bardzo praktyczną opcją jest nieredukowanie sumy ubezpieczenia. Innymi słowy nawet w przypadku wypłaty odszkodowań suma polisy nie jest pomniejszana o wypłacone kwoty. Dzięki temu nie trzeba pamiętać o doubezpieczaniu auta za każdym razem gdy zdarzy się jakaś większa szkoda. Druga opcja to stała suma ubezpieczenia. Jeśli kierowca zdecyduje się na nią, niezależnie od tego, w którym momencie okresu trwania polisy straci on swoje auto, Generali wypłaci mu odszkodowanie będące odpowiednikiem wartości auta ustalonej przy spisywaniu umowy. Tak więc kwota świadczenia nie będzie pomniejszana o stopień zużycia pojazdu. Dzięki czemu wystarczy ona na zakup podobnego samochodu.
Nową opcją, której dotychczas nie było na polskim rynku ubezpieczeniowym to 110 % kwoty polisy. Dotyczy ona sytuacji, w której pojazd zostanie stracony. W takiej sytuacji Generali, klientom, którzy wykupili tą opcję wypłaca nie tylko odszkodowanie za samochód ale również dodatkowo 10 % sumy ubezpieczenia. Opcja ta jest dostępna dla posiadaczy nowych aut w pierwszym roku ich użytkowania.

Oszukują na ubezpieczeniach zwierząt

Jak się okazuje różnorakie oszustwa i wyłudzenia w branży ubezpieczeniowej popełniają również ci, którzy posiadają ubezpieczenia zwierząt.

Proceder ten zauważono ostatnio w Wielkiej Brytanii i jak się okazuje przybiera różne formy. Oto jeden z przykładów. Jullie Pullman ubezpieczyła 8 psów. W pewnym okresie czasu każdy z nich po kolei miał złamaną nogę – przynajmniej według deklaracji i roszczeń ich właścicielki. Jako że ubezpieczenia zwierząt, które posiadała obejmowały również zwrot kosztów leczenia, klientka domagała się z tego tytułu 37 tys. funtów. Do tego momentu nie ma w tej sytuacji nic dziwnego – ot po prostu ubezpieczony, korzysta z wykupionej polisy. Okazało się jednak, że psy nie były leczone. Powód był prosty – nigdy nie istniały a kobieta fałszowała rachunki za leczenie rzekomo pochodzące od weterynarzy. Ubezpieczyciel zaczął coś podejrzewać i zaczął dzwonić do lekarzy weterynarii, których dane były na rachunkach. Oszustwo wyszło na jaw i pani Pullman została skazana na 38 tyg. pozbawienia wolności. Jak się okazało na Wyspach Brytyjskich ten przypadek nie należy do odosobnionych.

W zeszłym rok liczba oszustw i wyłudzeń ubezpieczeniowych wzrosła czterokrotnie.

Ujawnione, nieuprawnione roszczenia wyniosły w sumie ok. 2 mln funtów, niemniej eksperci są zdania że rzeczywista kwota może być sporo większa. To niestety obciąża również uczciwych klientów którzy ubezpieczają swoje zwierzęta. Jeśli bowiem jakiś typ polis staje się zbyt kosztowny to firmy ubezpieczeniowe podwyższają jej cenę po to by uczynić je bardziej rentownymi. Aktualnie w Wielkie Brytanii za polisę dla psa trzeba zapłacić średnio 220 funtów w skali rok czyli o 30 % więcej niż w roku 2007.

Czipowanie zwierząt nie zawsze skuteczneZwiększenie liczby oszustw jeśli chodzi o ubezpieczenia zwierząt wiąże się też z tym, że trudno je wykryć. Nikt bowiem nie wymaga od konsumenta by dostarczył pisemne zaświadczenie o tym, że jest właścicielem psa zwierzęcia, które zostało w jakiś sposób poszkodowane. Również rachunki za leczenie weterynaryjne nie są tak dokładnie ewidencjonowane i nie są dostarczane bezpośrednio do ubezpieczyciela. Drugim czynnikiem jest oczywiście to, że w wyniku kryzysu, niektórzy znaleźli się w gorszej sytuacji finansowej i szukają łatwego sposobu na zdobycie pieniędzy.
Niektórzy posuwają się nawet do wyrządzania realnej krzywdy zwierzętom symulując ich wypadki czy choroby. Towarzystwa ubezpieczeniowe otrzymywały już doniesienia o tym, że zwierzęta są porzucane lub zabijane w celu ubiegania się o wypłatę świadczeń z tytułu straty zwierzęcia.
Według prawnika Claire Lavera, który specjalizuje się w sprawach ubezpieczeniowych zdarzają się nawet sytuacje, w których właściciele samodzielnie okaleczają zwierzęta by wyłudzić odszkodowania. Wspomina on o przypadku, w którym koń miał tak bardzo poranione nogi, że jedynym rozwiązaniem było uśpienie go. Później okazało się, że historia właściciela o wypadku była kłamstwem a rany powstały w wyniku celowego okaleczenia.

W Wielkiej Brytanii ubezpieczenia zwierząt ma wykupioną ponad 2 mln posiadaczy psów i kotów. Łączna kwota przypisu składek z tego tytułu wynosi 500 mln funtów. Przyczyną popularności tego typu polis jest wzrost cen za usługi weterynaryjne i środki medyczne używane w leczeniu zwierząt. Posiadacze czworonogów chcą wiec mieć gwarancję, że ich pupile otrzymają pomoc szybko i że koszty leczenia sfinansuje ubezpieczenie.
Skoro wzrosły koszty leczenia zwierząt tym samym większe też stały się odszkodowania ze „zwierzęcych polis”. To zwróciło uwagę różnorakich oszustów, którzy wcześniej uprawiali swój proceder w innych dziedzinach. Niektórzy przykładowo zgłaszają się do ubezpieczycieli po odszkodowanie z tytułu utraty, drogich psów rasowych, których tak naprawdę nigdy nie posiadali.
Czasami zdarza się, że oszuści domagają się odszkodowania z tytułu utraconych potencjalnych zarobków. Chodzi tu głównie o psy i koty, które jako zwierzęta rasowe występować mogą na różnego typu wystawach, w których właściciele – zwycięzcy otrzymują nagrody pieniężne lub też z uwagi na to, liczbę zdobytych nagród są cenione jako reproduktorzy.

Wspomniany prawnik opowiedział o sytuacji, w której pewien ubezpieczony hodujący konie wyścigowe zgłosił do ubezpieczyciela konieczność uśpienia konia z uwagi na to, że jego stan zdrowia uniemożliwia mu startowanie w wyścigach. Z tego powodu domagał się 120 tys. funtów odszkodowania, które miały być zwrotem kosztów leczenia i odpowiednikiem potencjalnych przyszłych zysków. W toku dochodzenia okazało się, iż koń ten nigdy nie zajmował czołowych miejsc w zawodach, nie został też uśpiony lecz sprzedany.

Co szykuje nam Ministerstwo Zdrowia?

ubezpieczenie zdrowotne pracownicze prywatneWiceminister Zdrowia – Jakub Szulc zapowiedział, że około 10 grudnia resort przedstawi propozycję zmian przepisów, która ma znieść obowiązek posiadania przez pacjentów druku RMUA oraz konieczność sprawdzania przez lekarzy czy pacjent posiada ważne ubezpieczenie zdrowotne, czy nie. Ta ostatnia zasada już teraz jest powodem protestów środowiska medycznego. Lekarze nie chcą być karani za to, że wypiszą receptę choremu, który, np. przyniesie sfałszowane zaświadczenie. Część pacjentów nie chce też by lekarze znali kwotę ich zarobków, którą można wyczytać z RMUA. Szulc wspomniał też, iż zmiany mają sprawić, że pracownicy Narodowego Funduszu zdrowia nie będą pociągali do odpowiedzialności finansowej pacjentów, którzy w trakcie korzystania ze świadczeń medycznych w ramach publicznej służby zdrowia, nie odprowadzali już fizycznie składek z uwagi na niedawną utratę pracy.
Nowelizacja ustawy regulującej funkcjonowanie publicznej służby zdrowia ma te udogodnienia wprowadzić z uwagi na to, że i tak zdaniem Ministerstwa prawo do bezpłatnej pomocy lekarskiej, leczenia szpitalnego ma 99 % Polaków. Są to nie tylko osoby pracujące, które odprowadzają składki na państwowe ubezpieczenia zdrowotne ale również osoby należące do ich rodzin, renciści i emeryci, młodzież, która jest w trakcie nauki, osoby zarejestrowane jako bezrobotne w urzędach pracy oraz kobiety w ciąży nawet jeśli nie posiadają ubezpieczenia.
Według nieoficjalnych danych, które przytacza „Rzeczpospolita” istnieje prawdopodobieństwo, iż Ministerstwo chce po prostu wprowadzić zasadę, że każdy pacjent będzie uznawany za potencjalnie ubezpieczonego, gdyż nieopłacalne jest poświęcanie środków finansowych na wyszukiwanie tego
1 % nieubezpieczonych.
Według Rajmunda Millera z Sejmowej Komisji Zdrowia Ministerstwo opracowując zmiany powinno skupić się przede wszystkim na utworzeniu dobrego i szybkiego systemu, który umożliwiałby sprawdzenie czy dany pacjent rzeczywiście posiada ubezpieczenie zdrowotne. Uważa on, że dobrym pomysłem byłoby skorzystanie z centrali ZUS, w której są dane o wszystkich, którzy na to ubezpieczenie odprowadzają składkę. Na ich podstawie mogłyby być wydawane specjalne karty z chipem. W przychodniach, w których byłyby specjalne czytniki za pomocą kart sprawdzałoby się czy pacjent ma ubezpieczenie czy nie.

Na narty z ubezpieczeniem również w Polsce

narty ubezpieczenie podróżneNarciarstwo ma w naszym kraju wielu zwolenników choć nawet amatorskie uprawianie tego sportu wiąże się z potencjalnymi kontuzjami i wypadkami. Dlatego warto jest zaopatrzyć się w ubezpieczenia podróżne, nie tylko wyjeżdżając na narty za granicę ale również wybierając się na polskie stoki. Niektórzy jednak nie widzą sensu wykupywania ubezpieczenia gdy nie mają zamiaru wyjeżdżać poza granice kraju. W końcu posiadając państwowe ubezpieczenia zdrowotne mogą korzystać z bezpłatnej pomocy lekarskie czy hospitalizacji w razie doznania poważniejszej kontuzji. Również za ratownictwo górskie nie trzeba płacić jak to ma miejsce w wielu krajach europejskich.
Niemniej jak się okazuje ubezpieczenie na czas przebywania w polskich górach może być bardzo przydatne choć powinno być inne niż ubezpieczenia turystyczne dla wyjeżdżających za granicę.
Trzeba bowiem pamiętać, że w przypadku posiadania odpowiedniego pakietu ubezpieczeń przy uszkodzeniu komuś sprzętu czy przyczynienia się do jego kontuzji ponosimy za to również odpowiedzialność finansową. A kwota zadośćuczynienia może być całkiem spora szczególnie jeśli zniszczymy komuś drogi sprzęt. Gdy zaś nam się coś stanie ubezpieczenie zapewni nam dodatkowe świadczenie w postaci odszkodowania.

Jak więc powinno wyglądać dobre ubezpieczenie, przystosowane do wyprawy na polskie stoki? Podstawowa różnica w stosunku do polisy na wyjazd za granicę jest taka, że w kraju nie potrzebujemy ubezpieczenia kosztów leczenia, gdyż to zapewnia nam wspomniany NFZ w ramach publicznej opieki zdrowotnej. To sprawia, że ubezpieczenia turystyczne tego typu są tańsze. Najważniejszymi częściami, które powinny wejść w skład takiej polisy są ubezpieczenia chroniące naszą odpowiedzialność cywilną, posiadany przez nas sprzęt narciarski oraz NNW i ubezpieczenie assistance zapewniające szybkie zorganizowanie potrzebnej pomocy w różnym zakresie.

Chyba najbardziej kosztownym wypadkiem może być na nartach zderzenie z innym narciarzem, szczególnie jeśli to my z rozpędu wpadniemy na niego. W takiej sytuacji możemy być zobowiązani do opłacenia nie tylko kosztów jego leczenia i rehabilitacji ale również świadczenie wynikające z utraconych przez niego zarobków z powodu rekonwalescencji. W ciężkich przypadkach trwałego inwalidztwa może dojść do tego również konieczność finansowania dożywotniej renty. Jeśli poszkodowany pozwie nas do sądu, nie posiadając ubezpieczenia OC, będziemy musieli zapłacić mu z własnej kieszeni.
OC w życiu prywatnym jest przydatne w wielu sytuacjach dlatego warto wykupić je na cały rok a nie tylko na czas narciarskiego urlopu. Najczęściej składka roczna to kilkadziesiąt złotych a mamy pewność, że jesteśmy chronieni w większości przypadków, w których nieumyślnie wyrządzimy szkody osobom trzecim. Jeśli wykupujemy ubezpieczenie OC jedynie na wyjazd narciarski to wystarczająca powinna być suma polisy w wysokości 100 tys. zł.
W przypadku NNW, które zapewnia nam odszkodowanie w razie gdy to my ulegniemy wypadkowi to od sumy ubezpieczenia i stopnia uszczerbku na zdrowiu zależy jak wysokie odszkodowanie otrzymamy. Przykładowo gdy kupiliśmy polisę NNW na sumę 10 tys. zł i ponieśliśmy 3-procentowy uszczerbek na zdrowiu to dostaniemy 300 zł odszkodowania.
Kolejnym ważnym elementem, który może się nam przydać jest ubezpieczenie sprzętu narciarskiego. Zapewnia ona ochronę nartom i wyposażeniu ale tylko podczas jazdy. Nie obejmuje sytuacji kradzieży gdy mamy przerwę w jego używaniu i zostawiliśmy go choć na chwilę bez opieki. Nawet jeśli polisa obejmuje kradzież sprzętu z zamkniętego bagażnika auta to tylko wtedy gdy pojazd zostawiliśmy na strzeżonym parkingu. Trzeba też pamiętać, że nie każde ubezpieczenie sprzętu dotyczy również elementów dodatkowych wyposażenia narciarskiego. Istotną sprawą jest też czy wypłacone odszkodowanie będzie pomniejszone o stopień zużycia sprzętu, czy też nie. W tym pierwszym przypadku wysokość świadczenia nie pozwoli na zakup takiego samego, nowego sprzętu.
Przydatne i stosunkowo niedrogie może być też ubezpieczenie assistance, którego zakres bywa bardzo zróżnicowany począwszy od zamówieniu wizyty u specjalisty, przez zorganizowanie rehabilitacji czy niezbędnego transportu.
Ubezpieczenie dla narciarzy, nawet na krótkie wyjazdy oferują różne firmy ubezpieczeniowe. Ceny zależą zarówno od warunków ubezpieczenia, długości wyjazdu jak i sum poszczególnych polis wchodzących w skład pakietu. Niemniej ceny zaczynają się już od kilkunastu złotych.

Zimowe assistance dla kierowców

Choć większych opadów śniegu jeszcze nie ma to kwestią czasu jest to kiedy one nastąpią. Pojawił się natomiast drugi charakterystyczny dla zimy czynnik, którym jest mróz. Tak więc rano można spotkać coraz więcej kierowców, ze skrobaczkami do szyb, zdarzają się też problemy z rozładowanymi akumulatorami czy zamarzniętymi zamkami w drzwiach. Pojawiają się też pierwsze symptomy zimy w postaci zwiększonej liczby kolizji drogowych. Najczęstszym ich powodem według danych policji, są niesprzyjające warunki atmosferyczne oraz nieprzygotowanie do nich samochodu. Co roku firmy ubezpieczeniowe notują też zimą dwukrotnie albo trzykrotnie więcej zgłoszeń dotyczących kolizji i awarii.
Dużo stłuczek zdarza się szczególnie w okresie przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy to wielu kierowców wybiera się na zakupy do sklepów. Większy ruch i korki plus wspomniane warunki atmosferyczne przyczyniają się do kolizji. Ten okres to również czas, w którym ubezpieczyciele sprzedają więcej niż zwykle polis assistance.

Lekarstwem na rozładowane akumulatory i usterki kół jest regularne sprawdzanie poziomu naładowania akumulatora oraz ilości elektrolitu oraz oczywiście założenie opon zimowych. Ten ostatni warunek wydatnie wpływa na bezpieczeństwo nie tylko kierowcy i pasażerów ale również innych użytkowników dróg.

Niemniej niezależnie od tego jak dobrze auto jest przygotowane do zimy, posiadanie assistance komunikacyjnego to praktyczne rozwiązanie, które może zaoszczędzić sporo nerwów, czasu i pieniędzy. Nie trzeba przekonywać o tym kierowców, którzy przynajmniej raz korzystali z pomocy, z tego tytułu. Zorganizowanie natychmiastowej pomocy w przypadku kolizji lub awarii jest usługą, na którą znajduje się coraz więcej chętnych. Niemniej jak to zwykle bywa z ubezpieczeniami dobrowolnymi assistance, mimo że należą do tej samej grupy polis, bywają różne. I tak samo jak w przypadku autocasco – nie cena jest najważniejsza ale zakres ubezpieczenia.
Kupując tą polisę po to by chroniła kierowcę przede wszystkim w zimie należy zwrócić uwagę na to czy gwarantuje pomoc w najczęściej pojawiających się w tym okresie sytuacjach. I nie należy poprzestawać na czytaniu oferty skróconej, w której ubezpieczyciel może wymieniać, że gwarantuje holowanie auta, wyciągnięcie go ze śniegu, wymianę koła, dowiezienie paliwa czy zorganizowanie zakwaterowania i samochodu zastępczego. To co z pozoru wygląda na kompleksową ofertę pomocy po przyjrzeniu się jej bliżej może okazać się, iż posiada wiele braków.
Przykładowo, w przypadku niektórych assistance w Ogólnych warunkach Ubezpieczenia można znaleźć zapis , że pomoc w przypadku awarii jest gwarantowana jedynie wtedy, gdy temperatura jest wyższa od -10 stopni C. Innymi słowy, jeśli mróz będzie większy, to w razie awarii kierowca pomocy nie otrzyma – a dokładniej nie otrzyma jej w ramach assistance. Innym wyłączeniem może być uzależnienie pomocy w razie awarii od tego w jakiej odległości od domu ona nastąpiła. Część ubezpieczycieli wprowadza ograniczenie, polegające na tym, że dopiero w pewnej odległości od miejsca zamieszkania przysługuje pomoc. Tak więc jeśli posiadający takie assistance kierowca ma problem rano z uruchomieniem auta, to polisa mu w tym nie pomoże. Trzeba też wiedzieć, że niektóre ubezpieczenia assitance nie mają w ogóle w zakresie ochrony sytuacji awarii lecz gwarantują pomoc tylko w przypadku kolizji drogowej. Tak więc przed zakupem niezbędnym jest uważne przeczytanie Ogólnych Warunków Ubezpieczenia i dopytania przedstawiciela firmy o zapisy, które budzą jakieś wątpliwości.
Polisa ta nie jest droga choć oczywiście jej cena zależy od zakresu ochrony ubezpieczeniowej – im jest ona szersza tym składka za assistance wyższa. Ubezpieczenie to w swojej podstawowej wersji dość często dodawane jest za darmo klientom kupującym ubezpieczenia komunikacyjne OC i AC. Niemniej nie znaczy to oczywiście, że takie podstawowe assistance każdemu wystarczy. Cena wersji standardowej może wynosić od 10 do 35 zł, trzeba jednak pamiętać, że pomoc na jaką możemy liczyć w tym przypadku jest mocno ograniczona. Przy szerszym zakresie będzie to koszt od 45 do 150 zł.

Przyczyny małego zainteresowania ubezpieczeniami ochrony prawnej

Już od kilku miesięcy różne firmy ubezpieczeniowe starają się spopularyzować ubezpieczenia ochrony prawnej w Polsce.

Ostatnio w te działania zaangażowała się również Naczelna Rada Adwokacka podpisując stosowną umowę z Concordią. Również Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej D.A.S prowadzi kampanię edukacyjno-informacyjną. Póki co jednak nie widać większego zainteresowania tymi polisami ochrony prawnej.

Taki wniosek można wysnuć z analizy ich sprzedaży w internetowym markecie ubezpieczeniowym Inseco.pl, w którym można je nabyć od 6 miesięcy. Zazwyczaj klienci kupują je, jeśli wchodzą w skład jakiegoś pakietu polis.

Eksperci rynku ubezpieczeniowego zastanawiając się nad przyczyną małego zainteresowania tym produktem stwierdzili, że istnieją trzy główne powody tego stanu rzeczy. Pierwszym z nich jest cena, ubezpieczenia, która wielu osobom wydaje się zbyt wysoka w stosunku do szkodowości. Innymi słowy, mimo że polisa przydaje się do rozwiązywania problemów prawnych w życiu codziennym, to nie zdarzają się one znowu tak często. A składkę za ubezpieczenie opłacać trzeba regularnie. Drugim powodem jest niska świadomość ubezpieczeniowa. Chodzi tu o to, że konsumentom nie przychodzą do głowy sytuacje, w których mogliby takiej polisy potrzebować, a skoro tak, to uznają ją za niepotrzebną, gdy o niej słyszą. To też jest przyczyną, przez którą wiele osób nawet nie wie, że istnieją tego typu ubezpieczenia. Ostatni powód, na który zwracają uwagę analitycy to obawa przed wszelkimi sprawami związanymi z sądem i przepisami prawa. Można tu mówić o pewnym myśleniu życzeniowym – na zasadzie chęci uniknięcia potencjalnych problemów przez niemyślenie o tym, że mogą się zdarzyć.

Przedstawiciel firmy Blue Media, do której należy wspomniany market ubezpieczeniowy twierdzi, że dla większości klientów czynnikiem zniechęcającym do zakupu jest cena, choć przecież jest ona dużo mniejsza niż np. Sfinansowanie z własnej kieszeni usług adwokata. Roczna składka za podstawowe ubezpieczenie to ok. 250 zł. Natomiast dwa razy tyle trzeba zapłacić jeśli chcemy objąć ochroną całą rodzinę oraz sytuacje związane z użytkowaniem auta i mieszkania.

Zobacz gdzie dostaniesz największą zniżkę za autocasco

Coraz droższe ubezpieczenia komunikacyjne sprawiają, że coraz bardziej opłaca się porównywać dostępne na rynku oferty by wybrać tą najlepszą dla siebie.

O ile w przypadku polis OC jest to łatwiejsze bo wystarczy porównać ceny to w przypadku autocasco jest już trudniej, gdyż kluczowy jest tu zakres oferowanego ubezpieczenia. Pomocą w porównywaniu polis autocasco na pewno będzie znajomość zniżek i zwyżek jakie przyznają poszczególne firmy ubezpieczeniowe przy zakupie tego typu polis.

ubezpieczenie ac odszkodowanieKlienci, którzy kupują ubezpieczenie AC w Warcie, mogą liczyć na zniżkę do 60 % w przypadku gdy przekroczyli 35 rok życia i mieli odpowiednio długi bezszkodowy przebieg ubezpieczenia. Działa tu zasada analogiczna jak w przypadku OC. Jeśli ubezpieczane auto jest warte więcej niż 50 tys., wówczas zapłacą 15 % mniej za polisę. 5 % zniżki przysługuje klientom, którzy mają dzieci, które nie skończyły 13 lat.  Za przynajmniej 4 lata posiadania pakietu AC OC i bezszkodowy przebieg tego okresu można otrzymać do 25 % zniżki.

Zobaczmy teraz za co Warta przyznaje zwyżki. W przypadku zniesienia amortyzacji za części samochodowe trzeba zapłacić od 10 do 65 % więcej. Podobną zwyżkę dostaną ci kierowcy, którzy nie przekroczyli 30 roku życia a prawo jazdy mają już ponad 3 lata – z tym, że górna granica zwyżki w tym przypadku to 60 %. Jeśli od uzyskania prawa jazdy nie minęło jeszcze trzy lata, zwyżka może wynieść od 50 do 120 %. Jeśli klient ma OC komunikacyjne w innej firmie, to za autocasco zapłaci 20 % więcej. 10-procentową zniżkę otrzyma też każdy, kto upoważnia do jazdy samochodem kierowców mających prawo jazdy mniej niż 3 lata lub którzy nie skończyli 25 roku życia.

 

Liberty Direct również udziela zniżkę za bezszkodową jazdę w wymiarze 10 % za każdy rok aż do maksymalnej wynoszącej 60 %. Ta zniżka jest przenoszona również z ubezpieczenia OC. Po 5 % zniżki można uzyskać wybierając zakup autocasco za pośrednictwem strony internetowej i płacąc jednorazową składkę kartą kredytową. Jeśli ktoś kupuje polisę w ramach programu „Poleć sprawdzone ubezpieczenie”, zapłaci 100 zł mniej. Za każde kolejne auto ubezpieczone u tego ubezpieczyciela przysługuje 5 % zniżki (maksymalnie 20 %).  I na koniec 10 % zniżki dla każdego kto jest równocześnie klientem ING Banku Śląskiego.

Gdy chodzi o zwyżki, to mamy tu do czynienia z tylko jedną. 10 % więcej trzeba zapłacić za pierwszą szkodę a 20 % za kolejne w roku, w którym obowiązuje dane ubezpieczenie.

Dużo większą listę zwyżek ma PZU ale zacznijmy optymistycznie czyli od zniżek.

Bezszkodowy okres ubezpieczenia jest premiowany jak u poprzednich ubezpieczycieli: 10 % za rok, maksimum 60 %. 5 % mniej zapłaci klient, który przedłuża umowę zaś 10 % mniej taki, który posiada w swoim aucie specjalny system chroniący przed kradzieżą. Przy udziale własnym w likwidacji szkody przysługuje zniżka od 10 do 20 %, gdy zaś klient zdecyduje się na zwiększenie franszyzy integralnej, zapłaci od 5 do 10 % mniej.

Największą zwyżkę w PZU można otrzymać za kolejne szkody w trakcie okresów ubezpieczenia. Jej maksymalna wysokość to 100 %.  Sporo też więcej można zapłacić gdy klient, do którego należy auto ma mniej niż 26 lat i nie chce mieć udziału własnego w likwidacji szkody – za to przysługuje zwyżka od 20 do 60 %. Z dziesięcioprocentową zniżką należy się liczyć wybierając wariant serwisowy autocasco lub opcję, w której wartość auta jest stała a suma AC nie zmniejsza się mimo wypłaconych odszkodowań. Wybierając rozłożenie składki na raty trzeba zapłacić 10-15 % więcej, zaś nie wykupując w PZU polisy NNW lub OC otrzymuje się zwyżkę od 20 do 30 %. Jeśli klient chce by autocasco chroniło go przed kradzieżą pojazdu również w Ukrainie, Rosji i Mołdawii, musi dopłacić 20 % wartości ubezpieczenia. Gdy ubezpieczony samochód jest użytkowany przy prowadzeniu działalności gospodarczej zwyżka może wynieść od 10 do 150 %.

Ciąg dalszy sprawy: klienci po zawale przeciw PZU Życie

14 czerwca tego roku grupa osób, posiadających ubezpieczenia na życie w PZU Życie, złożyła pozew zbiorowy do sądu przeciwko swojemu ubezpieczycielowi. 22 listopada nastąpił kolejny etap tej sprawy – sąd wydał zgodę na rozpoczęcie postępowania.

Przypomnijmy, że chodziło o odmowę wypłaty odszkodowania dla części ubezpieczonych, którzy przeszli zawał serca. Argumentem, na który powołała się firma był bark tzw. załamka Q, na wydruku EKG, który jest jednym z objawów wystąpienia zawału. Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia znajdował się zapis, który uznaje to za kryterium stwierdzenia, iż zawał rzeczywiście miał miejsce. Jednak wielu lekarzy, z którymi konsultowano się w tej sprawie stwierdza, że konsekwencją zawału wcale nie musi być wystąpienie owego załamka na elektrokardiogramie.

Po złożeniu pozwu przez poszkodowanych PZU zwrócił się do sądu, by ten odrzucił pozew, przywołując wspomnianą argumentację. Sąd jednak uznał, że owa prośba nie ma podstaw prawnych. Dzięki temu każdy ubezpieczony, który znalazł się w takiej samej sytuacji może przyłączyć się do wspomnianego pozwu lub dochodzić swoich praw na własną rękę. Aktualnie kwota wszystkich roszczeń w tym pozwie wynosi 91446 zł. Oczywiście jeśli kolejne osoby przyłączą się do niego, suma ta wzrośnie.

 Zobacz > ubezpieczenia na Życie

Sprawa ta ma też drugi wątek. Zajął się nią bowiem w zeszłym roku Urząd Ochrony Konsumentów i Konkurencji, po tym jak otrzymał stosowne informacje od Rzecznika Ubezpieczonych i samuych poszkodowanych. Postępowanie zakończyło się 10 grudnia 2010 roku nałożeniem na PZU Życie kary finansowej w wysokości  3 967 296 mln zł. UOKiK uznał, że ubezpieczyciel naruszył interesy konsumentów przez posługiwanie się w trzech Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia definicją, która nie jest zgodna z aktualną wiedzą medyczną i mogła uniemożliwiać wypłacanie świadczeń przysługujących klientom. Postanowienie to zostało wydane po konsultacjach z lekarzami specjalistami, którzy potwierdzili, że definicja ta wyklucza część przypadków rzeczywistych zawałów serca. W swoim komunikacie uzasadniającym nałożenie kary Urząd poinformował, że przez okres 2,5 roku PZU Życie domówiło z tego powodu wypłaty świadczeń ok. 2100 konsumentom.

Kara dla PZU i UNIQUA – auto zastępcze należy się każdemu

W czerwcu tego roku  Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów rozpoczął postępowanie przeciwko dwóm ubezpieczycielom.

Są nimi PZU i UNIQUA. To już kolejny przykład współpracy Rzecznika Ubezpieczonych i UOKiK, bo motywem do rozpoczęcia działań były informacje od Rzecznika. Chodziło o odmawianie przez te firmy zwrotu kosztów poniesionych na wynajem pojazdów zastępczych poszkodowanym w wypadkach i kolizjach drogowych, którymi sprawcami byli konsumenci, którzy w tych firmach wykupili OC komunikacyjne.

ubezpieczenia komunikacyjne ocW toku postępowania okazało się, że ubezpieczyciele różnicują osoby poszkodowane, częściowo ograniczając swoją odpowiedzialność wobec nich. Koszty wynajmu samochodu zastępczego zwracane były tylko tym osobom, które prowadziły działalność gospodarczą. Pozostali konsumenci mieli możliwość otrzymania zwrotu jedynie wówczas gdy wykazali, że korzystanie z samochodu jest po pierwsze – niezbędne dla nich, a po drugi – nie mają możliwości korzystania z miejskiej komunikacji. Jeśli te warunki nie zostały spełnione, wspomniane firmy uznawały taką sytuację za szkodę niemajątkową i stwierdzały, że ubezpieczenie OC sprawcy nie finansuje tego typu szkód.

Innego zdania jest UOKiK, który stwierdził (tak samo zresztą jak Rzecznik Ubezpieczonych), że każdemu poszkodowanemu przysługuje zwrot wydatków poniesionych na wynajęcie pojazdu zastępczego, gdyż utracenie możliwości korzystania ze swojego samochodu zawsze jest dla konsumenta szkodą majątkową. Orzekł również, że klient nie ma obowiązku udowadniania, że auto jest mu potrzebne. Zakończenie postępowania UOKiK zbiegło się z wyrokiem Sądu Najwyższego w tej prawie, na które Prezes Urzędu również się powołała. 17 listopada tego roku uznał on, że niezależnie od tego czy poszkodowany prowadzi działalność gospodarczą czy też nie oraz niezależnie od możliwości korzystania z komunikacji miejskiej, ma prawo do zwrotu kosztu wynajęcia auta zastępczego. Warto wspomnieć, że o zbadanie tej sprawy do Sądu Najwyższego również wystąpił wspomniany Rzecznik Ubezpieczonych, po licznych sygnałach i skargach od konsumentów.

UOKiK nałożył karę na obie firmy ubezpieczeniowe PZU musi zapłacić 11 286 707 zł zaś UNIQA – 1 069 902 zł. Mają też nakaz zaprzestania tej praktyki. Póki co od decyzji Urzędu przysługuje ubezpieczycielom odwołanie.

Walczący z futrami

25 listopada na świecie po raz kolejny obchodzono dzień bez futra.

Również w Polsce organizacje działające na rzecz zwierząt organizowały różnego typu happeningi, akcje edukacyjne itp. Faktem jest, że argumenty przeciwników noszenia futer nie do wszystkich trafiają, dobrze jest je jednak znać by samemu wyrobić sobie pogląd w tej sprawie.

Zobacz > ubezpieczenia zwierzat

Zacznijmy od kilku liczb. Dla każdego jest jasne, że aby powstało futro, jakieś zwierzęta muszą stracić życie. Jeśli chodzi o futro średniej wielkości, to by można je było wykonać potrzebne są skóry z 100 szynszyli lub wiewiórek, 55 norek, 18 lisów, 150 gronostai lub też 40 soboli.

Istotne jest jednak nie tylko, że taka liczba zwierzaków ginie ale również w jakich warunkach są one hodowane na przeznaczonych do tego celu fermach. Najczęściej zwierzęta przetrzymywane są w bardzo małych klatkach, w których mają ograniczone możliwości ruchu. Warunki te są tak stresujące, że wyzwalają różne nietypowe zachowania typu gryzienia siebie albo innych osobników. Również zabijanie ich nie zawsze odbywa się szybko i bezboleśnie. Właściciele ferm stosują różne metody, przy czym celem nadrzędnym nie jest minimalizowanie cierpienia zadawanemu zwierzakowi ale zminimalizowanie zniszczeń w pokrywie włosowej. Tak więc zabija się je za pomocą porażenia elektrycznego, zatruwa się spalinami lub chloroformem, mocno uderza w tył głowy.

Są państwa, w których między innymi z tych powodów wprowadzono zakazy tego typu hodowli. Tak jest w Wielkiej Brytanii, Chorwacji i Austrii. Nowa Zelandia i Holandia maja zakazy częściowe. W wielu krajach różne organizacje dążą do tego by zwierzęta futerkowe nie musiały tak cierpieć dlatego domagają się całkowitego zakazu prowadzenia ferm lub przynajmniej wprowadzenia ostrych kryteriów dotyczących wymaganych warunków w jakich zwierzęta są hodowane. Oczywiście to zwiększa koszty prowadzenia takiej działalności, dlatego w tych krajach, w których takie rygory wprowadzono fermy stają się coraz mniej opłacalne i o to między innymi chodzi działaczom na rzecz praw zwierząt. Z drugiej jednak strony czasami skutkiem owej małej opłacalności jest po prostu zakładanie hodowli w innych krajach, w których takich obostrzeń nie ma.

Nasz kraj jest uważany za znaczącego producenta futra. W Polsce znajdują się duże fermy norek i lisów. Te pierwsze liczą nawet 10 tys. osobników, te drugie to średnio ok. 1 tys. sztuk. W tego typu hodowle inwestują przedsiębiorcy z Holandii. W ciągu roku dla potrzeb produkcji futrzarskiej zabijanych jest ok. 20 tys. szynszyli, 250 tys. lisów oraz 600 tys. norek.

Można powiedzieć, że zwierzęta żyjące na wolności mają lepiej, bo nawet jeśli zostają zabite na futra, to przynajmniej mają szanse przebywać wcześniej w dużo lepszych warunkach. W sumie do XIX wieku polowania były główny sposobem na dostarczanie futer, fermy to stosunkowo nowy wynalazek. Stały się koniecznością gdy nieracjonalna gospodarka łowiecka sprawiła, że populacje części cenionych gatunków zmniejszyły się tak bardzo, że stanęły przed widmem wyginięcia. Do tego doszedł jeszcze większy popyt na futra i w efekcie zaczęto tworzyć fermy. Przemysłowa hodowla sprawiała, że zwierzęta były łatwiej dostępne no i oczywiście było ich więcej. Hodowla dotyczyła różnych gatunków nie tylko tych najbardziej popularnych dzisiaj ale również szopów praczy, tchórzofretek, jenotów i nutrii.

YouTube Preview Image

Czy działania przeciwników futer przynoszą jakieś efekty? Cóż trudno powiedzieć czy mniejsza popularność futer, w niektórych krajach jest wynikiem tych akcji. Być może doszły do tego czynniki ekonomiczne bo futra do najtańszych nigdy nie należały. Niemniej można chyba powiedzieć, że istniej pewna presja, która sprawia, że przykładowo w Wielkiej Brytanii nie jest modna pokazywanie się w futrach. Trzeba też być krytycznym wobec niektórych akcji, które pokazywały, że są i tacy działacze, według których można chronić zwierzęta kosztem ludzi. Tak było w przypadku oblewania modelek w futrach farbami, klejami czy innymi czasami szkodliwymi dla zdrowia substancjami. Można powiedzieć, że tego typu akcje wpływają negatywnie na opinię społeczną i na pewno nie przysparzają zwolenników ich inicjatorom a co za tym idzie całej sprawie.

Czytają nas
Ankieta Ubezpieczeniowa

Czego najbardziej obawia się Pan/Pani przy przesyłaniu informacji drogą elektroniczna?

Pokaż wyniki

Loading ... Loading ...